niedziela, 23 maja 2010

zielone ogórki na zielone świątki

ten weekend jest jednym z moich ulubionych ever. dał mi poczucie, że wszystko można jak tylko... świeci słońce. mam wrażenie, że to ono daje mi takiego powera. poza tym idealnie jest zrobić zakupy w tygodniu, żeby nie zawracać sobie nimi głowy później. w ten weekend czułam niemalże każdą mijającą minutę i każdą wykorzystałam na maxa. wycisnęłam go jak cytrynę i spiłam całe rześkie soki.

Gaj na porannym relaksie

ale  wbrew pozorom ranek należał dziś do nie-męża, który przygotował przepyszne śniadanie. żebyśmy mieli siłę stawić czoła wielkiemu sprzątaniu. i faktycznie po 3 godzinach równoległego hard-workingu wszystko wokół błyszczało. czy to nie zasługa śniadania? na wszelki wypadek zamieszczam przepis, gdyby ktoś potrzebował potężnego pikantnego kopa o poranku. dla wrażliwych przełyków, można zmniejszyć ilość papryczki, ale nie gwarantuję efektu ;-)



Tortilla z jajkiem, pomidorami i zwariowaną papryczką
(improwizacja nie-męża)

Porcja dla 2 osób

2 placki tortilli, małe
2 jajka
1 suszona papryczka chilli
3 ząbki czosnku
1/2 świeżej, pikantnej tureckiej papryczki
1/2 puszki pomidorów krojonych w zalewie (200g)
oliwa, odrobina masła
świeża kolendra
sól, pieprz, kumin

/najlepiej użyć 2 patelni/

na pierwszą patelnię wlać trochę oliwy (2-3 łyżki stołowe) i włączyć mały ogień.
podczas gdy oliwa nabiera temperatury, połamać suszoną papryczkę chilli i wrzucić ją do oliwy, aby oddała ostrość (należy wrzucić wszystko oprócz ogonka - najwięcej "mocy" kryje się w wewnętrznych ściankach papryki oraz ziarenkach). następnie wrzucić obrane i pokrojone w drobną kostkę ząbki czosnku. 

gdy czosnek leciutko się zezłoci, wrzucić połowę zawartości puszki pomidorów. wymieszać, dodać sól, pieprz i płaską łyżeczkę herbacianą kuminu. zostawić na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając, aby odparował nadmiar wilgoci. kiedy konsystencja będzie przypominać lekko ściętą jajecznicę, należy zdjąć patelnię z ognia.

w międzyczasie na drugiej patelni zrumienić lekko placki tortilli - około 30 sekund z każdej strony na średnim ogniu powinno wystarczyć. placki odłożyć, najlepiej tak, aby wilgoć od spodu mogła odparować.

na patelnię po plackach wrzucić odrobinę masła. roztopić je na małym ogniu i wbić dwa jajka. lekko posolić, dodać trochę pieprzu. mieszać na początku tak, aby nie rozbić żółtek. gdy większość białka się zetnie, przebić żółtka i mieszać do uzyskania lekko ściętej jajecznicy - musi być nadal płynna. niestety łatwo przeoczyć ten moment, więc najlepiej robić ją na najmniejszym ogniu.

na placki wyłożyć pikantny sos pomidorowy. rozprowadzić. w ten sam sposób na wierzch wyłożyć jajecznicę. obłożyć plasterkami świeżej papryczki i posypać świeżo posiekanymi liśćmi kolendry.

mniam :)

a żeby dzień w pełni należał do smakowitych wieczorem zrobiłam znowu zupę kubańską, od której jestem całkowicie i bezwstydnie uzależniona. lubie mieć w zapasie puszkę czarnej fasoli i kiełbasę chorizo, żeby w chwili słabości nic nie przeszkodziło mi w przygotowaniu tej rozkosznej potrawy. sama świadomość tego działa na mnie uspokajająco ;-)

a z okazji zielonych świątek obiecany przepis na, pasujące kolorystycznie, ogórki małosolne. od dwóch lat moją specjalność ;-) wychodzą tak dobre, że tata nie-męża może o nich opowiadać bez końca ;-)


Ogórki małosolne / kiszone (jeśli starczy silnej woli ;-)
(przepis bardzo sprawdzony)

Przepis na 2 słoiki

1 - 1,2 kg małych, jędrnych (i bezlitosnych ;-) ogórków gruntowych
1 zestaw do kiszenia (łodygi kopru, liście i korzeń chrzanu)
pół główki czosnku
1 litr przegotowanej, nieco przestudzonej wody*
sól - najlepiej gruboziarnista (kopiasta łyżka)

ogórki dokładnie umyć pod bieżącą wodą. to samo zrobić z przyprawami do kiszenia, korzeń chrzanu dodatkowo obrać, żeby uwolnić jego właściwości ;-) czosnek obrać i przekroić każdy ząbek na pół (w tym samym celu co poprzednio). podzielić przyprawy na dwie części.

przegotowaną wodę posolić w proporcjach 1 kopiasta łyżka na 1 litr wody. mieszać do całkowitego rozpuszczenia.

w umytych i wyparzonych słoikach ułożyć na dnie połowę przypraw: połamaną łodygę kopru, kawałek korzenia i zwnięty liść chrzanu oraz kawałek czosnku. ogórki ustawiać pionowo, tak ścisło jak tylko się da, wrzucając pomiędzy połówki ząbków czosnku, ewentualnie korzeń chrzanu (jeśli jest go większa ilość). na wierzchu ponownie ułożyć łodygę kopru i liść chrzanu, zalać osoloną wodą. zamknąć słoik i... Voilà!

-------------------------------------
* podobno jeśli ogórki zaleje się gorącą wodą ogórki szybciej dochodzą. ja jestem zdania, że wszystko zależy od temperatury w której trzyma się słoiki po zamknięciu. kiedy robię dwa słoiki zawsze jeden z nich wstawiam do lodówki, a ten który chcę szybciej otworzyć zostawiam na blacie w kuchni. dodatkowo pełni funkcję dekoracyjną i popisową ;-) już następnego dnia widać różnicę w mętności wody i kolorze ogórków. za jakieś 3-4 dni będzie można sprawdzić, czy przypadkiem nie wyszły trujące ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz