niedziela, 9 maja 2010

trudne powroty do rzeczywistości

mieliśmy idealne zakończenie naszego wyjazdu. tłuścioszek (chociaż ledwo wszedł po obfitym śniadaniu) - ale przyrzeczenia dotrzymałam i jeden tłuścioszek na każdy dzień musiał być... no a raz nieco więcej, ale przecież im więcej tym lepiej ;-) później najlepszy kebab w Beyazıt Saray Büfe i przepyszny sok Super Atom, który prawie sokiem nie jest. zrobiony z bananów, orzechów włoskich, mleka i miodu smakuje trochę jak deser czekoladowy, a w konsystencji przypomina bardziej koktajl. mniamniuśny! no i pogoda się zepsuła, co powinno nam ułatwić wyjazd. niestety jakoś nie wyszło... z ciężkim sercem ruszyliśmy na lotnisko w takich korkach i tak wąskimi uliczkami, że kierowca z samochodami jadącymi z naprzeciwka mijał się na lusterka, a czasem na zgrzyt lusterka po lakierze nawet ;-)

później czekała nas jeszcze tylko naprawa prawego skrzydła w samolocie rodzimych linii lotniczych LOT, Palikot vel smelly-cat, steward z seksownym głosem i szary miauczący plusz. i wuj, co się nim zajął wzorowo. tak wzorowo, że futro chodzi teraz i szuka wuja... a my to co? pies?

Bro musi teraz chyba wpadać częściej, bo jeszcze nam kot w depresję wpadnie...

a dzień dzisiaj dramatyczny. puls ledwo wyczuwalny. głowa potłuczona. a nie-mąż ma szparki zamiast oczu. i siedzi jak jakieś warzywo strączkowe...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz