poniedziałek, 17 maja 2010

wstyd

powinnam się spalić... ze wstydu właśnie.

wreszcie dobraliśmy się do zdjęć ze Stambułu... sprzed roku! wstyd, wstyd, wstyd! włożyliśmy w nie dużo serca i... odłożyliśmy w czeluści przepastnego dysku twardego. ta digitalizacja nas kiedyś zgubi.

na szczęście rozum nam wrócił i postanowiliśmy się zrehabilitować. idąc za przykładem Jacka Soplicy. chcemy bowiem zrobić własny album o Stambule! niestety zabierze to znowu kupę czasu, ale, ale... finalnie będzie pięknie. już się nie mogę doczekać. zapomniałam nawet, że te zdjęcia takie fajne nam wtedy powychodziły. łaziliśmy i łaziliśmy. i wyłaziliśmy całkiem sporą masę zdjęć. w tym roku czuliśmy się rozgrzeszeni i tak samo jak różniło się nasze zwiedzanie, tak różnią się nasze zdjęcia. ciekawe czy przyjdzie taki czas, że będziemy chodzić po Stambule, przed Błękitnym Meczetem czy nad Bosforem i nie będziemy czuli potrzeby zrobienia zdjęcia? teraz wydaje mi się to niemożliwe. bo przecież nawet te same miejsca wyglądają zupełnie inaczej w zależności od pory dnia i światła (nie mówiąc już o porze roku). ale być może te wszystkie majestatyczne meczety mogą spowszednieć, kiedy się je ogląda na codzień, jakkolwiek absurdalnie by to dla mnie w tej chwili nie brzmiało...

tak więc wkrótce czeka nas wycieczka nostalgiczna szlakiem wspomnień o Stambule... i mam nadzieję przywieźć z niej pamiątki w postaci uporządkowanych zdjęć na picasie. let's hope!

tylko czemu te weekendy wciąż za krótkie?!

chociaż w ten przynajmniej udało nam się wybrać na film "Samotny mężczyzna".
piękna i ciepła opowieść o prawdziwej miłości i o pustce po jej stracie. historia, która w tak piękny sposób pokazuje te krótkie chwile w życiu dla których żyć warto. niezwykle naturalnie, spokojnie, delikatnie, ale i bardzo zmysłowo przedstawia związek homoseksualny dwóch mężczyzn. albo raczej jego wspomnienie.


fantastyczna rola Colina Firth'a. był fenomenalnym Panem Darcy'm a teraz jest doskonałym Georgem Falconerem... ta rola tylko potwierdza jak świetnym jest aktorem. cały film pięknie ubrany przez Toma Forda w obrazy i kameralną muzykę. chyba właśnie przez muzykę, sposób prowadzenia kamery i duże zbliżenia, widz czuje się bardzo blisko związany z Georgem. ja przez 99 minut byłam Georgem. a może jestem nim tochę nawet teraz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz