byłam rozkosznie zaskoczona, bo Istambul Modern trzyma na prawdę wysoki poziom. świeżość, nowoczesność, pomysłowość i świetna organizacja. jakoś tak kompletnie nie turecko. od razu nasuwa mi się skojarzenie z Göteborgiem i Museum of World Culture. no i te sklepiki muzealne... mogłabym z nich nie wychodzić i kupić wszystko co oferują. bo wszystko jest świetne. to małe królestwa dobrego design'u. niestety wizyta w nich zawsze trzepie po kieszeni, więc może i dobrze, że w Łorsole jak na razie te sprawy w powijakach. no ale, jak to zwykle bywa i tym razem fanty wynieśliśmy.
z muzeum rozciąga się widok na Bosfor, niestety... jakiś japoński mega transatlantyk wielkości małej wyspy zacumował przy nabrzeżu doszczętnie zasłaniając widok. dwukrotnie większy niż całe muzeum, liczył sobie 5 pięter nad pokładem i 3 w kadłubie. czysta masakra. nie miałam chyba świadomości, że takie potwory pływają. zatrzymałam się w czasach Titanica.
zwiedzanie całego muzeum jest dość wyczerpujące, szczególnie jeśli się kuśtyka, więc po wyjściu marzyłam tylko o tym, żeby upolować naszego najlepszego pod słońcem kebaba, wypić sok pomarańczowo ananasowy i usiąść... 20 minut później moje marzenia się spełniły!!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz