czwartek, 6 maja 2010

istanbul modern

dzisiaj czwatrek, a w czwartki to ja mam za darmo... przynajmniej do Istanbul Modern. do Istanbul Museum of Modern Art (Muzeum Sztuki Nowoczesnej) najłatwiej dostać się (po skonsumowaniu porannego tłuścioszka rzecz jasna) tramwajem, wysiadając na stacji Torphane.




w poniedziałki muzeum jest zamknięte, w darmowe czwartki czynne najdłużej 10-20, a w pozostałe dni 10-18. w środku niestety nie można robić zdjęć, ale za 4 TRY można wypożyczyć elektronicznego guide'a, który w lengłydżu opowie o najważniejszych punktach wystawy.


byłam rozkosznie zaskoczona, bo Istambul Modern trzyma na prawdę wysoki poziom. świeżość, nowoczesność, pomysłowość i  świetna organizacja. jakoś tak kompletnie nie turecko. od razu nasuwa mi się skojarzenie z Göteborgiem i Museum of World Culture. no i te sklepiki muzealne... mogłabym z nich nie wychodzić i kupić wszystko co oferują. bo wszystko jest świetne. to małe królestwa dobrego design'u. niestety wizyta w nich zawsze trzepie po kieszeni, więc może i dobrze, że w Łorsole jak na razie te sprawy w powijakach. no ale, jak to zwykle bywa i tym razem fanty wynieśliśmy.

 


z muzeum rozciąga się widok na Bosfor, niestety... jakiś japoński mega transatlantyk wielkości małej wyspy zacumował przy nabrzeżu doszczętnie zasłaniając widok. dwukrotnie większy niż całe muzeum, liczył sobie 5 pięter nad pokładem i 3 w kadłubie. czysta masakra. nie miałam chyba świadomości, że takie potwory pływają. zatrzymałam się w czasach Titanica.

zwiedzanie całego muzeum jest dość wyczerpujące, szczególnie jeśli się kuśtyka, więc po wyjściu marzyłam tylko o tym, żeby upolować naszego najlepszego pod słońcem kebaba, wypić sok pomarańczowo ananasowy i usiąść... 20 minut później moje marzenia się spełniły!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz