poniedziałek, 21 czerwca 2010

zgon o poranku

tak ciężkich poranków nie życzę nikomu. szczególnie poniedziałkowych poranków. dzisiaj miałam totalny zgon i po raz pierwszy poważnie rozważałam urlop na żądanie. bo to co innego kiedy jestem niewyspana i zwyczajnie mi się nie chce, a co innego kiedy mam kompletny rozkład. oprócz niewyspania dochodzi jeszcze masakryczny ból głowy, światłowstręt i nudności.

a wieczór był taki piękny... Depeche Mode, romantyczne świeczki, Chianti i  nocne polaków rozmowy.

dochodzę do wniosku, że starzeję się w zastraszającym tempie. pół butelki wina zwaliło mnie z nóg. może to dlatego, że niewiele jadłam w ciągu dnia? ale... marna pociecha...

jak można się tak złoić taką ilością alkoholu? przykre to bardzo, ale jak widać można. i na tym chciałabym już zakończyć ten żenujący post pisany ku przestrodze. dla mnie samej ku przestrodze. wielkimi literami!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz