i to jest najcudowniejsza, najdziksza myśl, która krąży w tej chwili po mojej głowie. już nic się nie liczy. nawet pogoda. mimo niekorzystnych prognoz na czwartek i piątek mam zamiar wykorzystać ten czas najlepiej ja się da.
mam już plany kulinarne. będzie czerwono i truskawkowo. słodko, ale dla równowagi zrobię coś kwaśnego. będzie spokojnie, leniwie i mini-wakacyjnie... i mam nadzieję, że optymistycznie jakoś. bo bardzo potrzeba takich przerw w życiorysie. normalności. i tego, żeby się śmiać do własnych myśli. żeby robić coś co buduje, a nie niszczy. bawić się słowami i wymyślać własny kod językowy. zajadać się pomidorami, tak żeby przy każdym kęsie sok ciekł po rękach... tak jak wtedy, kiedy zrywaliśmy je, na działce uprawianej z wielkim sercem przez dziadka, prosto z krzaka. wyprawy z solniczką w ręku... już zapomniałam jak smakuje taka spontaniczność. odnaleziony smak dzieciństwa...
a w tym momencie moje lekarstwo na mrok za oknem to omlet / placek z truskawkami - kolejny smak z dzieciństwa. specjalność mojej prababci, babci, cioci, mamy... wszystkich kobiet w naszej rodzinie, które zawsze robiły go "na wyczucie". nieodzownie kojarzy mi się z latem. od kilku lat gości i u nas dzięki mojej mamie, która spisała dla mnie wiedzę tajemną. nie bez kłopotu oczywiście, no bo... ja nie wiem jaki jest przepis ;-)
Omlet z truskawkami
(przepis mojej mamy)
Porcja dla 2 osób
3 jajka
3 kopiaste łyżki mąki
ok. 1/2 szklanki mleka
szczypta soli
olej do smażenia
1/2 kg truskawek
1 łyżka cukru (lub mniej w zależności od tego jak słodkie są truskawki)
oddzielić białko od żółtka. do żółtek dodać mąkę, szczyptę soli i mleko. wymieszać, aby nie było grudek (zadziwiająco dobrze sprawdza się mikser z końcówką do ubijania piany). masa musi mieć konsystencję płynnej śmietany.
w drugiej misce ubić białka ze szczyptą soli. pod koniec ubijania dodać 1/2 łyżeczki cukru, żeby usztywnić pianę. ubite białka dodać do masy i delikatnie, ale dokładnie wymieszać.
podzielić masę na pół, wlewając 1/2 zawartości na rozgrzany na patelni olej. smażyć z obu stron, aż omlet będzie rumiany. w ten sam sposób usmażyć drugi placek.
truskawki umyć, odszypułkować, posypać cukrem i ugnieść (idealna do tego celu jest ugniataczka do ziemniaków).
a potem tylko jeść, jeść i jeść!!! mniam!
smacznego...
nadciąga długi weekend... a wraz z nim burze. ale... who cares ;-)
środa, 2 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz