środa, 23 czerwca 2010

pomarańczka

dzisiaj korpo umożliwiło nam prace fizyczne, a mi również na wyokoścach, w ramach wolontariatu. i szczerze, to jedyna rzecz, którą w pełni popieram. no może oprócz dodatku wakacyjnego i bonusa! ;-) pomimo, że praca ciężka, kiedy ma się szczytny cel motywacja pojawia się jakby znikąd. przynajmniej do czasu kompletnego opadku sił. poza tym można się nieco opalić, pogadać, pośmiać, poznać bliżej ludzi, nabyć nowych umiejętności obsługi wałka, sadzenia iglaków, bić rekordy w zjadaniu galaretek w czekoladzie oraz wielu, wielu innych ciekawych rzeczy, których siedząc w klimie za biurkiem nie doświadczysz! a co najlepsze, wszystko w trakcie pracy, no bo ręce zajęte, a mózg wolny przecież i aktywny w dodatku.
i te dzieciaki zawsze takie fajne... uśmiechnięte, pracowite, a nie zblazowane. aż chce się pomagać.

Harold pasuje tu jak ulał ;-)

przykre jedynie, że ogródek jordanowski, w którym pracowaliśmy w zeszłym roku rozwalono w gruz. nasze malowidła misterne. biedronka, któraż stała się symbolem ruchu robotniczego... wszystko zrównane z ziemią. i pech chciał, że gazety pisały o tym na dzień przed naszą nową misją. taki gratisowy motywator. mam tylko nadzieję, że pojawienie się korpo w jakiejś placówce nie oznacza zrównania jej z ziemią w pierwszą rocznicę zdarzeń. a ja nie zdążyłam nawet odwiedzić biedronki...

lecz no worries. biedronkę maleńką przemyciłam również tym razem jako znak firmowy. i dodam, że było to prawie polecenie służbowe, a nie jakieś tam zasad łamanie. co z tego, że w skali 1:500. wielkość, jak na symbol, idealna.

zajęcia na powietrzu wszystkim nam bardzo służą. moja marudna działówka ani razu nie jęknęła. przez dzień cały. na dodatek tylko na 2 kawach poprzestała. z kolei część która pracowała wewnątrz radośnie nawdychała się oparów farby i w błogim myślostanie zapomniała jak się narzeka.

a najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że od razu efekty pracy widać. całkiem spore efekty. i satysfakcja, że tymi raczkami... i dzieci się śmieją... choć niektóre narzekają, że boisko być miało, a nie skalniak jakiś. niemniej jednak efekt końcowy chyba do nich przemówił.

motto dzisiejszego dnia:
w kupie siła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz