i te dzieciaki zawsze takie fajne... uśmiechnięte, pracowite, a nie zblazowane. aż chce się pomagać.
Harold pasuje tu jak ulał ;-)
przykre jedynie, że ogródek jordanowski, w którym pracowaliśmy w zeszłym roku rozwalono w gruz. nasze malowidła misterne. biedronka, któraż stała się symbolem ruchu robotniczego... wszystko zrównane z ziemią. i pech chciał, że gazety pisały o tym na dzień przed naszą nową misją. taki gratisowy motywator. mam tylko nadzieję, że pojawienie się korpo w jakiejś placówce nie oznacza zrównania jej z ziemią w pierwszą rocznicę zdarzeń. a ja nie zdążyłam nawet odwiedzić biedronki...
lecz no worries. biedronkę maleńką przemyciłam również tym razem jako znak firmowy. i dodam, że było to prawie polecenie służbowe, a nie jakieś tam zasad łamanie. co z tego, że w skali 1:500. wielkość, jak na symbol, idealna.
zajęcia na powietrzu wszystkim nam bardzo służą. moja marudna działówka ani razu nie jęknęła. przez dzień cały. na dodatek tylko na 2 kawach poprzestała. z kolei część która pracowała wewnątrz radośnie nawdychała się oparów farby i w błogim myślostanie zapomniała jak się narzeka.
a najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że od razu efekty pracy widać. całkiem spore efekty. i satysfakcja, że tymi raczkami... i dzieci się śmieją... choć niektóre narzekają, że boisko być miało, a nie skalniak jakiś. niemniej jednak efekt końcowy chyba do nich przemówił.
motto dzisiejszego dnia:
w kupie siła!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz