mamy już zaplanowane piątkowe randki pod Halą Mirowską... i sobotnie wypasy Gajki (ale o tym w odrębnym poście, bo była tak piękna na łonie natury, że trzeba jej poświęcić więcej miejsca).
naturalna poza Gajki...
i kompletnie nienaturalne środowisko - na kolanach (???)
no i przez przypadek zupełnie wpadły nam w ręce trzy opcje wakacyjne... teraz tylko trudno się będzie zdecydować, co wybrać... ale w ten długi weekend wszystko działo się totalnie płynnie. różne rzeczy załatwialiśmy "przy okazji" a nie ze sztywną listą to do. i to chyba jest klucz do wypoczynku i spokoju... po prostu płynąć...
a płynąc po drodze można zahaczyć o kuchnię i poszaleć trochę. tym razem na upały lemoniada i tarta z truskawkami na poprawę humoru zdeptanego w piątkowy poranek.
Lemoniada cytrynowa
(korzystałam z przepisu dispell)
Przepis na 4 porcje
0,5 kg cytryn
1 l nie gazowanej wody mineralnej
6 łyżeczek cukru
kostki lodu
sparzone wrzątkiem cytryny przekroić na połowy i wycisnąć z nich sok. dolać do niego wodę mineralną i całość przecedzić przez sitko. cukier rozpuścić w małej ilości ciepłej wody, dodać do mieszanki soku z wodą. po schłodzeniu podawać z kostkami lodu i plasterkami cytryny.
szczerze mówiąc wyszło nawet lepiej niż się spodziewałam! idealny napój na upały - prosty, orzeźwiający i z pazurem ;-)
Tarta z truskawkami
(zmodyfikowany przepis na tartę owocową z Kwestii Smaku)
kruche ciasto:
250 g mąki
125 g zimnego masła
5 łyżek cukru pudru
4 łyżki zimnej wody
wypełnienie tarty:
1 budyń śmietankowy błyskawiczny np. “Słodka chwila”
1 galaretka truskawkowa (ja użyłam Dr. Oetker i wyszła pyszna)
ok. 0,5 kg truskawek
mąkę przesiać do miski, dodać pokrojone na kawałki masło oraz cukier puder. rozetrzeć masło palcami razem z mąką. skrapiać ciasto wodą, po jednej łyżce. krótko wygniatać aż będzie gładkie. uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 30 minut.
nagrzać piekarnik do 200℃. stolnicę lekko posypać mąką i rozwałkować na niej placek o średnicy większej niż forma na tartę. Formę o średnicy 26 - 27 cm wyłożyć ciastem. spód ponakłuwać widelcem. wsypać na wierzch fasolę lub groch, żeby obciążyć ciasto. dodatkowo brzegi formy i ciasta można przykryć paskiem folii aluminiowej aby nie opadło podczas pieczenia. piec około 25 minut na złoty kolor, ostudzić.
wyłożyć chłodny budyń, ułożyć świeże owoce, zalać tężejącą galaretką (ugotowaną w 2/3 ilości wody podanej w przepisie na opakowaniu). ja zalewam niewielką ilością, jedynie po to, żeby owoce trzymały się tarty, nie lubię grubej warstwy galaretki, która topi owoce ;-)
pozostałą galaretkę pokroiłam na drugi dzień w kostkę, dodałam pokrojonego w kostki arbuza i wyszedł pyszny, lekki i odświeżający deser.
a nie-mąż się zajadał i zapijał do nieprzytomności i powtórka za tydzień ma być. no nie ma przebacz, ma być... skoro z obczyzny wraca strudzony na weekendy ;-)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz