niedziela, 6 czerwca 2010

bilans weekendu

z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że było rozkosznie i wypoczynkowo! takie mini-wakacyjki. nawet pomimo brutalnej rzeczywistości, która w piątek wkroczyła z ubłoconymi buciskami w nasze sielankowe życie, oznajmiając nie-mężowi (w dzień urlopu!!!), że od wtorku rozpoczyna trzymiesięczny projekt w Sztokholmie. tak właśnie działa korpo. zero szacunku dla wolnego czasu. dumny przedstawiciel korpo został przeze mnie z wielkim okrucieństwem wykastrowany w myślach. przynajmniej tyle moje! po chwilowej depresji przyszedł czas na spięcie pośladów i wymyślenie gry-planu. tak, żeby wykorzystać jak najlepiej dni kiedy nie-mąż w kraju będzie gościł.

mamy już zaplanowane piątkowe randki pod Halą Mirowską... i sobotnie wypasy Gajki (ale o tym w odrębnym poście, bo była tak piękna na łonie natury, że trzeba jej poświęcić więcej miejsca).

naturalna poza Gajki...

i kompletnie nienaturalne środowisko - na kolanach (???)

no i przez przypadek zupełnie wpadły nam w ręce trzy opcje wakacyjne... teraz tylko trudno się będzie zdecydować, co wybrać... ale w ten długi weekend wszystko działo się totalnie płynnie. różne rzeczy załatwialiśmy "przy okazji" a nie ze sztywną listą to do. i to chyba jest klucz do wypoczynku i spokoju... po prostu płynąć...

a płynąc po drodze można zahaczyć o kuchnię i poszaleć trochę. tym razem na upały lemoniada i tarta z truskawkami na poprawę humoru zdeptanego w piątkowy poranek.



Lemoniada cytrynowa
(korzystałam z przepisu dispell)

Przepis na 4 porcje

0,5 kg cytryn
1 l nie gazowanej wody mineralnej
6 łyżeczek cukru
kostki lodu


sparzone wrzątkiem cytryny przekroić na połowy i wycisnąć z nich sok. dolać do niego wodę mineralną i całość przecedzić przez sitko. cukier rozpuścić w małej ilości ciepłej wody, dodać do mieszanki soku z wodą. po schłodzeniu podawać z kostkami lodu i plasterkami cytryny.


szczerze mówiąc wyszło nawet lepiej niż się spodziewałam! idealny napój na upały - prosty, orzeźwiający i z pazurem ;-)

 

Tarta z truskawkami
(zmodyfikowany przepis na tartę owocową z Kwestii Smaku)

kruche ciasto:
250 g mąki
125 g zimnego masła
5 łyżek cukru pudru
4 łyżki zimnej wody

wypełnienie tarty:
1 budyń śmietankowy błyskawiczny np. “Słodka chwila”
1 galaretka truskawkowa (ja użyłam Dr. Oetker i wyszła pyszna)
ok. 0,5 kg truskawek

mąkę przesiać do miski, dodać pokrojone na kawałki masło oraz cukier puder. rozetrzeć masło palcami razem z mąką. skrapiać ciasto wodą, po jednej łyżce. krótko wygniatać aż będzie gładkie. uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 30 minut.

nagrzać piekarnik do 200℃. stolnicę lekko posypać mąką i rozwałkować na niej placek o średnicy większej niż forma na tartę. Formę o średnicy 26 - 27 cm wyłożyć ciastem. spód ponakłuwać widelcem. wsypać na wierzch fasolę lub groch, żeby obciążyć ciasto. dodatkowo brzegi formy i ciasta można przykryć paskiem folii aluminiowej aby nie opadło podczas pieczenia. piec około 25 minut na złoty kolor, ostudzić.

wyłożyć chłodny budyń, ułożyć świeże owoce, zalać tężejącą galaretką (ugotowaną w 2/3 ilości wody podanej w przepisie na opakowaniu).  ja zalewam niewielką ilością, jedynie po to, żeby owoce trzymały się tarty, nie lubię grubej warstwy galaretki, która topi owoce ;-)


pozostałą galaretkę pokroiłam na drugi dzień w kostkę, dodałam pokrojonego w kostki arbuza i wyszedł pyszny, lekki i odświeżający deser.


a nie-mąż się zajadał i zapijał do nieprzytomności i powtórka za tydzień ma być. no nie ma przebacz, ma być... skoro z obczyzny wraca strudzony na weekendy ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz