środa, 16 czerwca 2010

so let it be


"Life, if you chaising it so hard, will drive you to death....

(...) Why are you so sure that your micromanagement of every moment in this whole world is so essential? Why don't you let it be?"


moja mądrość i moja biblia...

jest tylko jeden problem - trzeba dojrzeć do tego, żeby odpuścić...
ale skoro juz wiadomo CO, to można przynajmniej podejmować nieśmiałe próby. kiedyś w końcu musi się udać...

już nawet dokonałam małego postępu... wczoraj zaczęłam się zlepiać. i to dosłownie. za pomocą modeliny... and we're back on track ;-) w związku z jutrzejszym korpo-pożegnalnym party (nie, niestety nie moim, lecz bossa), ulepiłam sobie kolce pod kolor rajstopek ;-) miały być proste, nieskomplikowane, minimalistyczne, za to w kolorze dojrzałej maliny. i właśnie uzyskanie tego koloru zajęło mi najwięcej czasu. byłam już nawet bliska rozpaczy i rwania włosów z głowy, kiedy różowy zaczął się przemieniać w fiolet, zamiast w malinkę... ale, ale... chillout, relax... z odsieczą przyszedł słoneczny pomarańcz, który uratował całą sytuację od klęski. jednak dotleniony mózg podejmuje nadzwyczaj trafne (choć na pierwszy rzut oka nieco ryzykowne) decyzje. i nawet jeśli piekarnik postanowił pokrzyżować nieco moje plany, przyciemniając trochę mój wypieszczony odcień, to i tak jest fajnie. dzika satysfakcja normalnie :-)



z ciekawostek - wczoraj przyszedł brand new gajko-drapaczek. ważący drobne 60 kg. 2 mega paki. biedny kurier aż się ugiął pod nimi. jedna z nich na dodatek prawie nie zmieściła się w drzwiach (pomimo, że kurier był naprawdę szczupły, więc i rączki miał niegrube). teraz sobie ślicznie zalegają, zajmując pół naszego "przepastnego" mieszkanka i czekają na powrót nie-męża, celem zmontowania. mówiąc szczerze, to aż się boję, jak to wszystko stanie w pionie. przy podłodze, można udawać, że się tych paczek nie widzi, ale jak już staną złożone w całość to będzie raczej trudno ;-) anyway...

...zen...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz