czwartek, 5 sierpnia 2010

el Polaco

podobno Muzeum Vasy to najczęściej odwiedzane muzeum w Szwecji. i powiem tak - dało się zgadnąć po kolejce ;-) ale o dziwo poszło nad wyraz sprawnie. 12 minut i byliśmy w środku. cały czas zastanawiałam się tylko gdzie te tłumy się mieszczą, wszak z zewnątrz muzeum wygląda dość niepozornie. szczęśliwie po wejściu okazało się dość pakowne...
muzeum znajduje się na zielonej wyspie Djurgården, dawnych terenach łowieckich (wstęp 110 SEK/os., studencki 80 SEK/os., poniżej 18 lat wstęp wolny; godziny otwarcia 10-17, a w środy 10-20).


Vasa to jedyny siedemnastowieczny okręt wojenny, który przetrwał do dzisiejszego dnia. co więcej jest w 95 procentach oryginalny. został zbudowany w latach 1626-28 na rozkaz króla Szwecji Gustawa  II Adolfa, a miał posłużyć do wojny z Polską. powstawał, gdy antypolska histeria osiągała w Szwecji apogeum, stąd umieszczone pod latrynami galeonu rzeźby przedstawiające polskich szlachciców ;-) nieźle by im się dostało... król koniecznie chciał, żeby statek był większy od innych a do tego smukły i dumny. nawet w trakcie budowy wprowadzał poprawki do projektu. zażyczył sobie np. dodatkowego rzędu armat, co okazało się niestety zgubne w skutkach. statek został źle wyważony i nawet pomimo, że dno statku wypełniało 120 ton kamieni, które służyły za balast, górna jego część była zbyt ciężka.



10 sierpnia 1628 roku Vasa wyruszył w pierwszy próbny rejs i po przepłynięciu 1,5 km, jeszcze w obrębie portu, po postawieniu żagli i wydostaniu się zza osłony nabrzeżnych skał, silny podmuch wiatru spowodował przechylenie się okrętu na lewą burtę, na szczęście zdołał podnieść się o własnych siłach. niestety kolejny podmuch spowodował, że okręt położył się na burtę i po nabraniu wody przez otwarte furty działowe, zatonął, pociągając za sobą około 30 do 50 marynarzy (ze 150-osobowej załogi), którzy, pomimo tak niedużej odległości od brzegu, z różnych względów nie zdołali się wydostać.
o sabotaż oskarżono wówczas nawet 'el Polaco' (domniemanych polskich agentów), którzy mieli celowo zmienić dane konstrukcyjne okrętu.

w 1956 wrak spoczywający na głębokości 32 m został odnaleziony przez archeologa Andersa Franzéna. zachował się tak dobrze jednie dzięki temu, że mięczak morski (Teredo navalis), który trawi drewniane konstrukcje statków leżących na dnie słonych mórz, nie znalazł sprzyjających warunków rozwoju w wodach Bałtyku. okręt łącznie przeleżał na dnie przez 333 lata.

po kilku latach przygotowań, 24 kwietnia 1961 roku wrak wydostano spod powierzchni wody za pomocą pontonów, a następnie wypompowano wodę z połatanego kadłuba. kolejnym wyzwaniem była jego konserwacja. z uwagi na to, że znajdował się pod wodą przez tak długi okres czasu, należało go odpowiednio zaimpregnować, żeby zapobiec wysychaniu i pękaniu drewna. początkowo Vasa był spryskiwany wodą, a od 1962 zaczęto spryskiwać go konserwującym środkiem, w skład którego wchodził glikol polietylenowy (PEG), rozpuszczalny w wodzie produkt woskowy, który powoli wnika w głąb drewna, wypierając wodę. spryskiwanie okrętu roztworem trwało 17 lat i zakończono je w 1979. w latach 80. podjęto prace nad odbudową nadbudówek i dołączaniem luźnych części - rzeźb i ornamentów. rekonstrukcja i konserwacja okrętu, trwa jednak nadal. obecnie najważniejsze zadanie to zapewnienie stabilności klimatu. kiedy wrak był zanurzony, żelazne zasuwy zardzewiały, a dębowe drewno sczerniało. zanieczyszczenia obecne w wodzie wytworzyły olbrzymie ilości siarki, która przeniknęła w głąb drewna. dziś siarka wchodzi w reakcje z tlenem, tworząc kwas siarkowy, który atakuje drewno, ale nie jest szkodliwy dla odwiedzających muzeum.

(źródło: Wikipedia, Vasa Museet)

w muzeum jest cała masa towarzyszących wystaw tematycznych i wizualizacji związanych ze znaleziskami. dla mnie najciekawsze było odtworzenie prawdopodobnego wyglądu kilku osób które zginęły (na podstawie odnalezionych czaszek). postaci, nawet z bliskiej odległości, były tak realistyczne, że trochę przetrażające było stanąć z nimi oko w oko ze świadomością, że widzę kogoś kto żył i zginął prawie 400 lat temu. dzięki badaniom szczątków szkieletów udało się rozpoznać informacje o wzroście poszczególnych osób, wykonywanej funkcji, przebytych chorobach, czy stanie zdrowia... niektóre ofiary nie są już anonimowe. i to jest  niesamowite!




po zbadaniu tajemnic, kryjących się w morskich głębiach, postanowiliśmy przenieść się na suchy ląd i pochodzić po przaśnych alejkach Skansenu ;-) tym bardziej, że znajduje się on również na Djurgården (wstęp 120 SEK/os., emeryci i grupy powyżej 10 osób - 100 SEK/os., dzieci w wieku 6-15 lat - 50 SEK/os.; godziny otwarcia 10-22, ale wszystkie atrakcje 10-17).

Skansen to pierwsze na świecie muzeum na świeżym powietrzu, założone w 1891 przez Artura Hazeliusa. powstało, aby ukazać sposób życia w różnych rejonach Szwecji przed epoką industrialną. znajdują się w nim stare szwedzkie domy z różnych stron kraju, zarówno z miast jak i wsi, działająca huta szkła, stolarnia oraz warsztat, a także ogród zoologiczny, w którym mieszkają zwierzęta typowe dla klimatu Szwecji - niedźwiedź, wilk, żubr, rosomak, łoś czy renifer. jest też akwarium.

rosomak

puszczyk

klępa z łoszakami - czyli samica łosia, taka jestem mądra, a co?

małe łośki


renifer Rudolf

a gdzie Santa? a gdzie prezenty?

oczywiście kiedy dotarliśmy na miejsce było już grubo po godzinie 17, więc wszystkie atrakcje, łącznie z akwarium, były zamknięte o czym ostrzeżono nas przy wejściu. ale i tak było miło pochodzić wśród starych domków i soczystej zieleni, bez wszechobecnych tłumów. będzie przynajmniej pretekst, żeby tu wrócić ;-) trafiliśmy wreszcie do zoo i... z miejsca zakochaliśmy się w miśkach!!! tego się nie da opowiedzieć, ale nigdy nie widziałam tak żwawych niedźwiedzi - chyba miały adhd. były rozkoszne, pełne energii i nie pozwoliły oderwać od siebie oczu. i to co trzeba szczególnie podkreślić, to niezwykle przemyślane wybiegi, dzięki którym z różnych miejsc można podglądać zwierzęta, a przy odrobinie szczęścia może się nawet udać stanąć z miśkiem oko w oko :-) wrażenie bezcenne. kolejna rzecz, która mnie uderzyła, to fakt, że prawie wszystkie zwierzaki miały małe, co wskazuje tylko na to, że dobrze im tam! i to widać :-)

 proszę państwa, oto miś...

miś jest bardzo grzeczny dziś...
chętnie państwu łapę poda ;-)
zjadł wam łapę? a to szkoda...

wszyscy wiedzą kto tu rządzi!

zacięta walka o władzę ;-)

jak kury na grzędzie...

a zdjęcia i tak mówią więcej niż słowa :-)

a na koniec dnia, kierując się do wyjścia ze Skansenu zaatakował nas taki widok!!! czy można wymyślić lepsze zakończenie dnia?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz