nie ma naprawdę chyba nic gorszego niż pisanie postów o wrażeniach z podróży po powrocie!!! odczułam to na własnym grzbiecie i to całkiem dobitnie. w piątek skończyłam definitywnie sztokholmskie posty. dopiero w piątek! minęły dwa tygodnie od powrotu! i była to droga przez mękę. już dawno nie czułam się tak przewałkowana. codzienność przydusiła mnie całym ciallem, a ja musiałam dodatkowo żyć ze świadomością, że mam rozbabraną robotę, a co więcej, że muszę się z nią uporać. i to jak najszybciej, bo zwariuję! no i byłam już blisko...
a z drugiej strony, nie ma nic piękniejszego niż wreszcie skończyć coś co przez tyle czasu dręczyło, męczyło i deptało po ambicji. poczuć wolność!!! i taki spokój. katharsis. jak po zdanych egzaminach na studia normalnie ;-)
i najważniejsze, że nie odpuściłam, wytrwałam do końca i nie było fuszerki!!!
jestem z siebie dumna normalnie.
a teraz ...
...zen...
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz