Kolmården jest czynne tylko w lato, standardowy bilet 1-dniowy na zwiedzanie Safari Parku i Wild Parku (zoo) kosztuje 310 SEK/os., dzieci 3-12 lat 200 SEK/os., poniżej 3 lat wstęp wolny, godziny otwarcia w sezonie od 28 czerwca do 15 sierpnia 10-18, a Safari od 9-18).
ze względu na dojazd (ok. 100 km od Sztokholmu) skorzystaliśmy ze zorganizowanej wycieczki do Kolmården, oferowanej przez firmę Strömma Turism & Sjöfart AB. kosztowała 695 SEK/os. (ok. 290 PLN/os., ale cena zawierała już bilety wstępu, czyli sam przejazd kosztował ok. 160 PLN/os.) autokar odjeżdża o godz. 8:00 z Central Station Bus Terminal. dojazd trwa ok. 1,5 godziny, a powrót jest przewidywany na godzinę 18:30.
szokująca była cena przejazdu pociągiem do Kolmården 786 SEK/os. w drugiej klasie czyli ok. 330 PLN/os. czy ktoś w ogóle z tego korzysta? już bardziej opłacałoby się wynajęcie samochodu w Avisie - 978 SEK/dzień (za dwie osoby). ale do tego wszystkiego trzeba doliczyć jeszcze regularne bilety wstępu.
to była wycieczka na którą czekałam najbardziej na tym wyjeździe i poza trzema faktami, które nieco wytrąciły mnie z równowagi, było idealnie ;-)
1. przez Safari jechaliśmy w korku - co oczywiście w niczym nie przeszkadzało, bo przecież chodziło o to, żeby jechać wolno. po prostu sam fakt był szokujący ;-)
2. lwy nie dopisały, zachowywały się niegodnie, jak ospałe koty domowe, które tak się nażarły, że nie mają siły ruszyć łapą. musiały być świeżo po śniadanku, bo wylegiwały się rozpłaszczone na słońcu, ewentualnie z łapami w górze (może w nadziei na utratę kalorii).
3. nigdy w życiu nie widziałam takiej ilości dzieci i wózków jak w zoo przy safari...
kłamałam... było idealnie! ;-)
samo safari trwało około godziny. zwierzątka chodziły sobie niewzruszone pomiędzy pojazdami dodatkowo hamując ruch - jak dwa strusie, którym strasznie spodobał się nasz wehikuł. stały jak wryte dobre 5 minut na drodze i patrzyły co za dziwaki siedzą w środku, ku uciesze wszystkich pasażerów i samego kierowcy.
zebry biegały radośnie i z przytupem niczym dzikie konie, żyrafy dostojnie spacerowały ważąc swoje dłuuugie szyje i śmiesznie kołysząc całym ciałem. w pewnym momencie jedna z nich podeszła do naszego autokaru i zaglądała w okna. oko w oko z żyrafą to jest coś! standardowo do pięt jej się nie dorasta ;-) żyrafie maleństwo, z początku nieśmiałe, niezgrabnie gramoliło się między drzewami, podążając za swoim stadem. a trzeba zaznaczyć że pół maleństwa stanowi szyja, a drugie pół cała reszta, więc naprawdę nie jest łatwo.
piknik rodzinny
dzielny maluch
dla mnie zdjęcie roku!
spadaj natręcie!!!
promocja!!! maluchy w ilościach hurtowych... przy zakupie jednego drugi za połowę ceny..
pan zebra... no jak ja strzelę fotę to nie ma wątpliwości...
tłuste zadki, dbają o to, żeby nie zchudnąć
były antylopy różnych maści, lamy, a wszystkie z wianuszkiem małych. niedźwiedzie chowające się w krzakach. i tylko te nieszczęsne lwy nie dopisały... chociaż było ich przecież całe stado ;-) a zobaczyć lwy w akcji to byłoby coś...
wycie do księżyca. nowy świecki zwyczaj?
mały bez-filcak
koziorożec syberyjski
kotecki... masakra
po safari mieliśmy pięć godzin na zwiedzanie Wild Parku (zoo)... i to było zdecydowanie za mało. teren parku jest ogromny. rozłożyste, pięknie skomponowane wybiegi i dużo punktów obserwacyjnych wokół. wszędzie miejsca na odpoczynek, piknik, zmianę pieluch czy zjedzenie obiadu.
tiger! in Stokholm! i ma się dobrze!
pandemia lisiej grypy? ;-)
na barana najfajniej ;-)
co to ja miałem...???
dla mnie najcudowniejsze w tym parku było poczucie przestrzeni i wolności. zwierzęta nie wyglądały na zamknięte i odizolowane. każde z nich miało swój mały świat i ulubione miejsce. nie były znudzone, ospałe i sfrustrowane. wszystkie pełne energii, zawadiackie albo ewentualnie wyluzowane, z przymrużonymi oczami wylegujące się na słońcu. to najfajniejsze zoo jakie kiedykolwiek odwiedziłam. a trochę ich już było ;-)
tańczący z wilkami...
tapiry
przez pięć godzin byliśmy non stop na nogach, a wszystkiego i tak nie zdołaliśmy zobaczyć. zabrakło czasu na ptaki i delfinarium, do którego była kolejka gorsza niż do Muzeum Vasy i skutecznie nas odstraszyła. a później okazało się, że pokazy są co dwie godziny i nie zdążyliśmy się załapać ;-) przed 15 stanęliśmy w kolejce, która okazała się kolejką na godzinę 16 :-))) a zbiórkę mieliśmy o 16:15, a więc so.
szympansy
no chodź!!! się ze mną pobaw!!!
daj mi spokój... zarobiony jestem.
moje ukochane 'tańczące' gibony
postanowiliśmy w tym czasie obejrzeć pozostałą część parku... wydawało się, że zostało tak niewiele. ale tylko my wiemy jak bardzo się myliliśmy;-) poza tym chcieliśmy przejechać się jeszcze raz kolejką linową, która jeździ po obrzeżach parku. bilety są dodatkowo płatne - 80 SEK/os., ale obowiązują przez cały dzień. można jeździć ile się chce. urocze, małe, kolorowe wagoniki, które zabierają 2-4 osoby jeżdżą non stop. cudownie jedzie się w ciszy, nieskończonej zieleni, ponad koronami drzew. problem był tylko taki, że przejażdżka trwała 25 minut, a nie 15 - jak nam się wydawało. na dodatek stacja końcowa znajdowała się dokładnie po drugiej stronie parku niż miejsce zbiórki... a w trakcie przejazdu widzieliśmy nasze autokary, zmierzające w kierunku strefy zero. godzina 16:15. godzina zbiórki. wysiadamy z wagonika. przed nami cały wieeeeeeelki park do przejścia. park ogromny. bezlitośnie ogromny. i rozciąga się jakby był z gumy. czujemy tą dużość, ogromność w nogach, a czas płynie nieubłaganie. adrenalina wzrasta. przed nami morze wózków, wózeczków spacerówek. tor z przeszkodami. włączamy turbo-doładowanie. zapieprzamy, pogoda piękna, słońce przygrzewa... gorąco! ratunku!!!! wszystko płynie... do mety dotarliśmy biegiem o godzinie 16:35 skrajnie wyczerpani. ledwie wdrapaliśmy się na schody. skruszeni i zawstydzeni zasiedliśmy na swoich miejscach, w pełnym punktualnych, karnych szwedów autobusie. szczęśliwie po 10 minutach zapadania się ze wstydu w fotel, naprzemiennie z wyskakiwaniem z niego w celu ostygnięcia, okazało się, że nie byliśmy ostatni :-) po nas przyszła jeszcze szwedka z trójką dzieci... mała pociecha ale zawsze ;-)
po dniu pełnym przygód naprawdę żal było stamtąd odjeżdżać. i zostawiać to wszystko za nami...
sielski obrazek
nosorożki ;-)
poznańskie koziołki? ;-)
się uśmiał...
antylopy różnych maści
słonie w koronie
przedziwna karawana
nie płacz kiedy odjadę....
















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz