bilety kupione. hotele zarezerwowane. nie-mąż dzielnie zbierał punkty w czasie wyjazdów, dzięki czemu kilka nocy mamy kompletnie za free. reszta to kombinatoryka zaawansowana. teraz tylko musimy załatwić opiekunkę Pluszakowi i odliczać dni...
nieplanowany wcześniej urolp to najlepszy prezent jaki można sobie podarować! chyba nie wytrzymałabym do tego regularnego w drugim tygodniu września. a tak, za półtora tygodnia czeka nas tłuściutki pobyt w Sztokholmie! i już nawet wiem co zjem! żeberka -. musowo podobno. i krewetki do piwa ;-) wszystko zaplanowane! a teraz kiedy o tym myślę ściska mnie w brzuchu, chyba pora coś przekąsić. a na obiad mam przepyszne roladki z bakłażana. mniammmmmmm. nie możemy się nimi jakoś najeść i pomimo, że są pracochłonne (no nie ukrywajmy tego faktu), to i tak do nich wracamy. i coś czuję, że to nie jest ostatni traz kiedy u nas zagościły.
mmmmmm... jak jeden kęs może zmienić cały dzień... uśmiech sam wchodzi na usta. nieproszony. dobre jedzenie sprawia, że świat dookoła jest naprawdę piękny!
a mnie już rączki korcą, żeby próbować nowych rzeczy... może temperatura na to pozwoli...
środa, 21 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz