dzisiaj korpo-biuro zamieniło się w grecką tawernę. a to za sprawą klimy, która zatęskniła za dalekimi wojażami i postanowiła poudawać, że jest kimś innym. padło na cyklady. od rana umila nam pracę delikatnym ćwierkaniem. czuję się jak nad kreteńskim basenem. tylko przyjemnie chłodniej...
o 14 przyniosą owoce, otworzymy okna i poczujemy smak tropików (no może z bonusowym dodatkiem ołowiu)... jak to życie może zaskoczyć przy piątku :-)
a teraz nie pozostaje nic innego jak zamknąć oczy i śnić dalej mój szalony sen o prostych przyjemnościach. czy ktoś mógłby mi podać wino?
piątek, 9 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz