wtorek, 27 kwietnia 2010

reisefieber

out of control. całkowicie. dopadło mnie jeszcze przedziwne i dobijające uczucie, że na pewno czegoś zapomnę. chociaż miałam chwilę trzeźwo-myślenia kiedy to powtarzałam sobie. spoko, spoko, jakoś to będzie. ale szybko ten stan błogosławiony uleciał.

od kiedy mamy Gajkę wyjazdy stały się znacznie trudniejsze. i to nawet nie chodzi o to, że nie ma jej z kim zostawić. wiadomo jest to problem, ale na szczęście Bro jak na razie wyraża szczere chęci spędzenia z nią trochę więcej czasu. no z nią i... Wii. przyznajmy szczerze ;-)

podsumowując, wiem, że mała zostaje w dobrych rękach. ale ponieważ jestem chyba psychicznie niezrównoważona to i tak się stresuję i wymyślam jakieś czarne scenariusze. i to normalne nie jest. męczy mnie i mam tego serdecznie dosyć. bo jak tak dalej pójdzie to zero radochy z wyjazdu! nie, nie, nie!!!

mam focha. strzelam focha samej sobie... ciekawe.


teraz się skup dziewczyno i myśl tylko o tym! spokój, przyjemność, wakacje, woda, łódka, łupina orzecha, pan maluśkiewicz, WIELORYB.

myśli destrukcyjne. łańcuch katastroficzny. kurs kreatywnego myśłenia strasznie mi się dziś przydał. nie ma co...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz