panna cottą zachwyciłam się na okrągłym obchodzie najbardziej autorytarnej z lejdis. później usłyszałam przepis w moim radio. brzmiał mało skomplikowanie. i w mojej głowie zakiełkowała myśl - że co, ja nie potrafię?
od dziecka, mając wybór pomiędzy cukierkiem a ogórkiem kiszonym, stawiałam zawsze na ogórka :-) i tak mi zostało do tej pory. słone, kwaśne, pikantne - tak, tak i tak! słodkie - niekoniecznie. no chyba, że jest wyjątkowe. jak ciasto ze śliwką, sernik, keks, drożdżowe z rodzynkami i skórką pomarańczową (z naciskiem na skórkę :-) i w ogóle każde ciasto, które zawiera skórkę pomarańczową), ciasta i desery czekoladowe, Crème brûlée... hmmm... nie jest tego znowu tak mało :-) a teraz dołączyła jeszcze panna cotta!
mój przepis jest kompilacją dwóch, które znalazłam w internecie:
* BBC Food Recipes - Vanilla panna cotta By Simon Rimmer
* David Lebovitz Living the sweet life in Paris - Perfect Panna Cotta Recipe
Panna Cotta z musem truskawkowym
Porcja dla 4 osób
0,5 litra śmietany kremówki (albo pół na pół z mlekiem)
35 g cukru
pół laski wanilii
pół paczki żelatyny (ok. 10 g = 2,5 łyżeczki)
3 łyżki zimnej wody (ok. 45 ml)
mus:
1/3 paczki mrożonych truskawek (wyjmuję je wcześniej, przekładam do naczynka, które wstawiam do ciepłej wody, żeby truskawki się ogrzały i nie stawiały takiego oporu przy rozdrabnianiu, ale jednocześnie nie rozmroziły się całkowicie)
cukier do smaku (1 płaska łyżka)
śmietanę kremówkę (razem z mlekiem, jeśli ktoś robi wersję pół na pół) wlać do ok. litrowego garnka. dodać cukier. pół laski wanilii przekroić wzdłuż, wyskrobać ziarenka. całość, razem z laską dodać do garnka. gotować na małym ogniu do całkowitego rozpuszczenia cukru. wyłączyć gaz i odstawić na chwilę, żeby wanilia oddała swój cały aromat.
w międzyczasie w misce odpornej na wysoką temperaturę (przynajmniej tej samej wielkości co garnek) zalać żelatynę 3 łyżkami zimnej wody. odstawić na 5-10 minut.
podgrzać mleko w garnku (po uprzednim wyjęciu z niego laski wanilii) żeby było dosyć ciepłe. zalać nim żelatynę i mieszać do całkowitego rozpuszczenia. następnie rozlać do 4 naczynek (filiżanek lub małych miseczek). odstawić do wystygnięcia, później przestawić do lodówki na co najmniej 4 godziny.
do miski (lub blendera - zależy jakim sprzętem się dysponuje) wrzucić nierozmrożone do końca truskawki i cukier do smaku (zawsze lepiej wsypać mniej, bo sam deser jest słodki, dzięki temu stworzy nam się fajny kontrast, poza tym dosłodzić zawsze można). zmiksować. mus gotowy.
przed podaniem należy wyjąć zastygłą panna cottę na talerz (jak babkę z piasku). i to jest chyba najtrudniejsza część przepisu. żeby deser ładnie wyszedł i nie był postrzępiony trzeba wcześniej wstawić naczynko z zawartością na chwilę do gorącej wody. max. 10 sekund, bo przy dłuższym posiedzeniu zacznie płynąć. następnie najlepiej okroić dookoła nożem, ale przy samych brzegach naczynka. dobrze też ostukać naczynko dookoła dłońmi i wyczuć czy deser się odkleja. jeśli nie wstawić znowu do gorącej wody. dosłownie na chwilę. instrukcja jest dość szczegółowa, ale za to sprawdzona! bo wbrew pozorom to wcale nie jest taka prosta sprawa :-)
polać musem truskawkowym. dla kontrastu można udekorować gotowy deser listkiem mięty.
pozostaje tylko życzyć smacznego!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz