wtorek, 9 marca 2010

lodołamacz

nie jest łatwo pokazać swoje projekty światu. ja osobiście mam z tym duży problem. chyba przez silne poczucie obciachu i niewielką wiarę w swoje umiejętności. ale, ale... pracuję nad tym :-) poza tym nie ma nic lepszego niż uśmiechy na ustach osób, które dostają moje... brochy. (hmm długo się zastanawiałam jak te moje twory nazwać... roboczo i tak mówimy na nie brochy, niezależnie od tego czy są nimi faktycznie, czy też raczej powinny się znaleść w kategorii kolczyki, wisiory, pierścienie, dyndasy ;-)

pierwsza para oczu, oglądająca gotowy projekt (a czasem nawet półprodukt) należy do nie-męża. i to na nim wypróbowuję reakcje. ale to jest nie-mąż i nie jest obiektywny. a nawet jak się stara być, to jest w tym obiektywiźmie subiektywny. no bo jeden jest, niestety...

a jeśli chodzi o szerszą widownię, pierwsze lody w przełamałam na święta, obdarowując najbliższych. tych przy wigilijnym stole i tych daleko stąd. i to była chyba najtrudniejsza próba. a nie! najtrudniejszą próbą był mój Bro - esteta, gadżeciaż ;-) ale jakoś poszło. i idzie dalej. do coraz to nowych osób. znajomych i obcych. i jak na razie odzew jest bardzo pozytywny.

a lepienie idzie coraz lepiej ;-) najfajniejsze jest poczucie, że każda kolejna rzecz jest lepsza niż poprzednia. kiedy patrzę na swoje początki z jesieni ubiegłego roku widzę duuuuży postęp! tamte rzeczy zamknęłam w pudełku, żeby móc się czasem pośmiać, chociaż wtedy uważałam że jak na początki to i tak całkiem nieźle. no cóż... teraz patrzę na to nieco inaczej :-) poprzeczka poszłą w górę. i bardzo dobrze.

 prezenty gwiazdkowe





z ostatnich doniesień - jedna z czaszek niestety zaginęła gdzieś w głębokiej Kanadzie. znalazcę uprasza się o dożywotnią i czułą opiekę. właścicielka dokłada wszelkich starań, żeby druga nie poszła w ślady tej pierwszej ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz