poniedziałek, 22 marca 2010

gwiazdka z nieba

w długą, mroźną zimę tak się już napatrzyłam na te wieczne ciemności, że zatęskniłam za rozgwieżdżonym niebem. za takim sierpniowym mazurskim niebem.całkowicie trójwymiarowym i pochłaniającym. niebem, na którym potrafię odnaleźć Wielki Wóz - jedyną konstelację jaką znam :-)

źródło: www.oa.uj.edu.pl

i z tej tęsknoty zabrałam się do pracy. rozmarzyłam się, ale też uspokoiłam skołatane nerwy ;-) gwiezdny pył pokrył wszystko dookoła... wyszły dwie broszki i para kolczyków.







marzenie o letim wieczorze na polanie pod gwiazdami z piwkiem w ręku jednak pozostało. wokół tylko groźnie wyglądający sosnowy las, spokojna tafla jeziora, delikatnie szumiące trzciny i łódki pluskające na wodzie. ach... tak właśnie było. dawno, ale było...

i tak sobie myślę, że człowiek bez marzeń byłby strasznie ubogi. gdyby miał wszystko co chce, byłby nieszczęśliwy, zblazowany i znudzony. trzeba za czymś tęsknić i czegoś pragnąć. bo przecież wcale nie chodzi o to żeby złapać króliczka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz