swojego czasu (jakoś w okolicy świąt to było) przyszła również kolej na stworzenie czegoś specjalnego dla mojej drogiej QjakQueen. 1/4 lejdis, królowej wizażu, pierwszej fanki Trinny i Susannah, zakupoholiczki na odwyku, wielbicielki kostek do kąpieli Sephory. tak w skrócie.
z racji okazałych "kolczyków", padło na brochę ;-) z kolorem przewodnim nie było problemu, no bo przecież turkus, turkus, turkus...
Q znana ze swojego upodobania do nieskazitelnej czystości wyprała brochę razem z bluzką wysokiej jakości detergentem sprowadzonym przez biednego kuriera z Niemiec w ilościach hurtowych. brocha jednak nie dała się sponiewierać, okazała się twardsza niż najtwardszy głaz. zgubiła jedynie przypinkę i jedną cyrkonię. terminator. tadam.
swoją drogą, jakieś fatum nade mną wisi... jak nie czacha zgubiona to brocha wyprana. niezły początek. ciekawe co będzie dalej? ;-)
OOO kobieto:O masz nieziemskie diy!pierwszy raz się spotykam z takimi pomysłowymi wzorami!eee ja tam tylko kolczyki sobie kiedys strzeliłam handmade,wylepiłam z fimo i zrobiłam na nich decoupage..ale : )podobaja mi sie : ]
OdpowiedzUsuńkolejnych swietnych pomysłów bo masz talent i głowę do tego : ]
ależ się czuję zawstydzona :-)
OdpowiedzUsuń