kiedy to okazało się, że jestem kompletną sierotą. i są na to niestety niezbite dowody!
zaczęło się od tego, że popijając ayran nagle i bezwiednie kubek wypadł mi z ręki, zalewając wszystko dookoła - jakimś cudem mnie samej nie! następnie chciałam zrobić dobry uczynek i wyręczyć nie-męża, który zapomniał pieniędzy. zaoferowałam się więc, że wrócę do pokoju. i po chwili, rozpoczynając swoją podróż, przywaliłam stopą odzianą w japonki w beton, łamiąc przy tym paznokieć u stopy. ała! to powinno mnie powstrzymać od dalszej podróży, lecz nie! poszłam... i... złamałam klucz, a właściwie kartę do prądu! myślałam, że padnę. a to wszystko w czasie krótszym niż godzina! w pierwszej chwili chciałam sobie strzelić w łeb, no bo ile biedny człowiek może znieść... ale potem wpadłam w taki dziki śmiech, że nie mogłam się powstrzymać. dodatkowo myśl o tym, że muszę się przyznać nie-mężowi położyła mnie na łopatki! szłam chichocząc jak mała dziewczynka. a kiedy otworzyłam dłoń, w której ściskałam swój mały skarb, nie-mąż popłakał się... ze szczęścia chyba ;-) a ja mu dzielnie wtórowałam!
a z dobrych wiadomości - wolność odzyskana! samochody z parkingu poznikały, ludzi zdecydowanie mniej, wreszcie da się głęboko odetchnąć! hurra!!! tylko najwyraźniej w powietrzu latają jakieś gazy odurzające, które powodują powyższe zdarzenia... no bo inaczej nie widzę! ;-)
niedziela, 12 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pozdrawiamy z Polski:)
OdpowiedzUsuńno ja się nie mogę jakoś odnaleźć po powrocie ;-)
OdpowiedzUsuń