od tej pory rozpoczęliśmy naszą małą misję 'dokarmianie'. ze śniadania wynosiliśmy wędliny, które aplikowaliśmy odnalezionym kociastym dwa razy dziennie. wtedy też okazało się, że Mika ma jakiś uraz tylnej łapki i jest mniejsza od innych, więc przy jedzeniu musi się bronić przed ewentualnymi atakami z ich strony. u dziko żyjacych kotów bardzo wyraźnie widać hierarchię i łatwo stwierdzić jak wysoko, który w niej stoi. Mika nie była wysoko, była zestresowana i warczała skulona nad swoja porcją wędlinki. po takich scenach znowu się rozkleiłam. byłam sparaliżowana bezsilnością.
jedyne co mogliśmy zrobić to jeszcze raz dokładnie sprawdzić jakie są zasady przewozu zwierząt, ale pamietaliśmy, że restrykcje są straszne. i to się niestety potwierdziło. nie-mąż nie stracił jednak zimnej krwi... spokojnie zaczął szukać czy są inne możliwości. znalazł organizację Animal Protection Trust założoną przez dwoje turystów z UK, Jackie i Aiden'a, którzy podczas swojej pierwszej wizyty w Kuşadası w 1996 roku przerazili się fatalną sytuacją panującą w tej okolicy po sezonie - głodujące, chore i ranne zwierzęta... które, jak beztrosko wyjaśnili lokalni, i tak po sezonie zostaną otrute. byli zdruzgotani! nie mogli na to patrzeć, nie chcieli się z tym godzić, więc zaczęli zbierać fundusze i przyjeżdżać średnio dwa razy do roku, żeby coś zmienić. pomagali bezdomnym, często rannym zwierzętom, umożliwiali bezboleśne odejście tym, których nie dało się uratować, rozpowszechniali programy sterylizacji. edukowali ludzi, drukowali tureckie ulotki tłumacząc, że sterylizacja i kontrola populacji jest znacznie lepsza niż trucie niewinnych zwierząt. ostatnia aktualizacja na stronie miałs datę z 2008 roku, ale pomimo to napisaliśmy do nich. chwytaliśmy się wszystkiego. zostały nam 2 dni! przez całą noc nie mogłam spać.
rano okazało się, że nie dostaliśmy odpowiedzi na maila (oboje chcieliśmy wierzyć, że będzie inaczej, ale szczerze mówiąc, nie mieliśmy wielkich nadziei). i to był chyba moment kiedy całkowicie się poddałam. łzy ciekły mi po policzkach i nie mogłam zrobić dosłownie nic... ale nie ma na świecie drugiej tak walecznej osoby jak mój nie-mąż. podczas mojej wegetacji znalazł namiar na okolicznych weterynarzy (w dwóch miastach było dosłownie trzech!!!) i dał mi kolejny nikły promyk nadziei, którego chwyciłam się tak mocno jak tylko mogłam, żeby nie rozlecieć się na tysiące kawałków, z których nie dałabym rady się już posklejać. postanowiliśmy odnaleźć weterynarza i zapytać, czy jest jakaś opcja o której nie wiemy...
w ten sposób poznaliśmy Dr Nevzat'a Yıldızlı z Kuşadası Veterinerlik, który okazał się cudownym człowiekiem. jednym z tych, dzięki którym niemożliwe stało się możliwe! potwierdził nam, że unijne przepisy są strasznie restrykcyjne i nie da się ich w żaden sposób obejść, ani skrócić. procedura jest taka, że zwierzę musi zostać zachipowane, zaszczepione na wściekliznę i (to co nastręcza wszystkich problemów) pozytywnie przejść testy krwi w kierunku efektywności szczepienia. wykonuje się je w autoryzowanym laboratorium na miesiąc po szczepieniu i na 3 miesiące przed przemieszczeniem zwierzęcia - kwarantanna. 4 miesiące!!!
jedyny sposób to przechować kota przez ten czas na miejscu. dodatkowo testy i szczepienia, wiążą się oczywiście z kosztami... co akurat w tym przypadku było dla nas mało istotne. i wszystko byłoby pięknie, gybyśmy tylko mieli gdzie przechować Mikę!
i w ten sposób, przez Dr Nevzat'a, poznaliśmy Angelic. zapracowaną niemkę mieszkającą w Turcji (na dodatek podobno z polskimi korzeniami), która kocha koty i dzięki której niemożliwe stało się możliwe! zgodziła się zaopiekować Miką, przyjechać z nią na testy, a później znaleźć sposób, żeby przetransportować ją do Niemiec (w najgorszym wypadku będziemy musieli wrócić w styczniu do Turcji ;-)
nie mogliśmy uwierzyć w to co się dzieje! wciąż jeszcze oszołomieni wracaliśmy z transporterkiem po Mikę. zastanawialiśmy się jednocześnie, czy ją znajdziemy... czy da się złapać...
była w swoim stałym miejscu, kulała i znowu była zdenerwowana obecnością innych kotów przy karmieniu. nie bardzo dawała się złapać, ale w końcu nie-mąż wyjął ją ostrożnie z krzaków i zaczęłiśmy iść w stronę pokoju. im dalej odchodziliśmy, tym spokojniejsza się robiła. myśleliśmy, że w pokoju zacznie miauczeć, chować się w dziury i będzie chciała uciekac, a ona właśnie tam poczuła się bezpiecznie... zadarła ogon do góry, obwąchała teren i wgramoliła się na kolana. mruczała i mruczała... znów była kotkiem poznanym na leżaku. jeszcze nigdy w życiu nie widziałam takiej zmiany w czasie krótszym niż 5 minut! to tylko upewniło mnie, że robimy to co trzeba.
mała całkiem sprawnie dała się załadować do kontenerka i powieźć dolmuszem do miasta. troszkę cichutko protestowała, ale była strasznie dzielna. w klinice okazało się, że oprócz chipa czeka ją sterylizacja, co mnie przeraziło, ale może z drugiej strony lepiej tak z zaskoczenia... bałam się tylko, jak będzie dochodzić do siebie wśród innych kotów, nie na swoim terytorium... ale cóż było robić... operacja trwała ok. 20 - 30 minut i mogliśmy przy niej być, ale ja bym tego nie zniosła, więc poczekalśmy na zewnątrz. Mika wybudzała się ok. 4 godziny, podczas których siedzieliśmy z nią, głaskaliśmy i ogrzewaliśmy małe ciałko. a później wszystko pooczyło się błyskawicznie... przed 20 przyszła Angelic, zapakowała ledwo wybudzone maleństwo i... teraz musimy czekać 4 długie miesiące, żeby znowu pogłaskać ją po łebku. ale oczywiście jesteśmy jej wdzięczni dozgonnie!
wracaliśmy kompletnie zmęczeni, ale szczęsliwi i nie do końca wierzący, że to co się zadziało to nie był sen!
najtraumatyczniejsza część całej historii, która nie znalazła niestety happy-endu czekała mnie ostatniego dnia pobytu, kiedy poznałam brata Miki, radosnego biało-szarego kocurka, którego nazwałam Aydın (tur. światło). mała przylepa, która przesiedziała u mnie na kolanach 3 godziny, nieustannie mrucząc. a ja nieustannie płakałam i nie mogłam przestać. tak wiele bym dała, żeby móc wziąć i jego, znaleźć mu tutaj kochający dom. gdybyśmy znaleźli go wcześniej, może dałoby się zabrać go razem z Miką.... tego ostatniego dnia nie mogliśmy juz nic zrobić. czas, który z nim spędziłam to najpiękniejsze i za razem najsmutniejsze chwile moich wakacji... nie mogłam się z nim rozstać. to kochane maleństwo, idealny kot domowy... pieszczoch, który nie dał się zdjąć z kolan... potrzebował tylko ciepła i czułości. i wtedy właśnie rozpadłam się na tysiące małych kawałków, które z marnym skutkiem kompetuję do dziś...
w poniedziałek, już w Warszawie dostaliśmy maila od zatoskanej Jackie z Animal Protection Trust. przez weekend nie miała dostępu do maila i nie mogła sobie podarować, że nie odpowiedziała nam na czas. podała nam jednak kontakt do... Dr Yıldızlı :-) dopiero po chwili musiała przeczytać naszego drugiego maila, w którym zapewnialiśmy ją, że sobie poradziliśmy, bo kolejny jej mail był radosny, jakby odetchnęła z ulgą, że sami go znaleźliśmy i że teraz wszystko będzie dobrze... i w ten sposób poznaliśmy Jackie!
okazało sie że fundacja faktycznie ma jakieś problemy i od dwóch lat zawiesiła działalność... mam tylko nadzieję, że będą w stanie wrócić do tych niesamowitych rzeczy które robili. udało im się osiągnąć bardzo wiele, ale wciąż jeszcze jest tyle do zrobienia...
cudownie jest zdać sobie sprawę z tego, że są ludzie, którzy mają ten sam cel, mówią jednym głosem, pomimo, że kompletnie innym językiem. a kiedy się ich poznaje, ma się wrażenie jakby znało się ich juz od dawna! przez chwilę straciłam wiarę w ludzi, więc tym bardziej budujące było odkrycie, że są jednak dobrzy ludzie, którym po prostu bezinteresownie zależy...
szkoda tylko, że to kropla w morzu potrzeb, że wciąż jedak dominuje znieczulica. że tak trudno jest zrobić coś dobrego.
strasznie dużo kosztowało mnie napisanie tej notki, bo nie godzę się na to wszystko... i nie mogę tak po prostu o tym zapomnieć, tłumacząc sobie, że wszystkich kotów i tak nie uratuję. nie chcę zapomnieć!
może ta notka komuś pomoże, może jest więcej ludzi takich jak my. takich, którzy chcieliby adoptować bezdomne stworzonko, ale nie wiedzą jak. każdy uratowany kot czy pies się liczy! to kolejne uratowane życie... a przecież nie można zrobić nic lepszego niż uratować życie!
------------------------------
post ze szczególną dedykacją dla mojego Serduszka, które nie przestaje bić nawet wtedy kiedy ja się już poddaję! dzięki Tobie niemożliwe stało się możliwe!
-------------------------------a teraz bezduszne fakty:
przemieszczanie zwierząt domowych towarzyszących podróżnym z państw trzecich do Polski odbywa się na podstawie przepisów art. 8 rozporządzenia (WE) Nr 998/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 26 maja 2003 r. w sprawie wymogów dotyczących zdrowia zwierząt, stosowanych do przemieszczania zwierząt domowych o charakterze niehandlowym i zmieniającego Dyrektywę Rady 92/65/EWG.
zgodnie z przepisami ww. rozporządzenia, psy, koty i fretki pochodzące z:
państw trzecich wyszczególnionych w Załączniku II Części B, Sekcji 2 oraz w Części C rozporządzenia (WE) Nr 998/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady (aktualną listę państw zawiera rozporządzenie Komisji (WE) Nr 425/2005 z dnia 15 marca 2005r. zmieniające rozporządzenie (WE) nr 998/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady w odniesieniu do wykazu państw i terytoriów) mogą być przemieszczane na terytorium RP jeżeli:
− zostaną zidentyfikowane za pomocą czytelnego tatuażu z numerem lub mikroczipu zgodnego z wymaganiami normy ISO 11784 lub Aneksu A do normy ISO 11785 (w przypadku, gdy mikroczip nie spełnia wymagań żadnej z ww. norm, właściciel zwierzęcia lub osoba za nie odpowiedzialna w imieniu właściciela, musi zapewnić możliwość odczytania numeru mikroczipu podczas jakiejkolwiek kontroli w czasie przemieszczenia, tzn. musi dysponować czytnikiem).
− zostaną zaszczepione przeciwko wściekliźnie, zgodnie z zaleceniami producenta szczepionki, przy użyciu szczepionki inaktywowanej, zawierającej przynajmniej jedną jednostkę antygenową na dawkę (standard WHO).
− zostaną zaopatrzone w świadectwo zdrowia, którego wzór zawarty jest w Decyzji Komisji z dnia 1 grudnia 2004r. Nr 2004/824/WE ustanawiającej wzorcowe świadectwo zdrowia dla przemieszczania o charakterze niehandlowym psów, kotów i fretek z państw trzecich do Wspólnoty, lub
− paszport, zgodny z wzorem ustalonym Decyzją Komisji 2003/803/WE, w przypadku gdy zwierzę jest przemieszczane z państwa trzeciego wyszczególnionego w Załączniku II, Części B, Sekcji 2 do rozporządzenia Komisji (WE) Nr 425/2005, o ile to państwo trzecie powiadomiło Komisję i inne państwa członkowskie o zamiarze posługiwania się paszportem zamiast świadectwem zdrowia. W chwili obecnej dotyczy to jedynie Republiki San Marino.
państw trzecich niewymienionych w Załączniku II do rozporządzenia (WE) nr 998/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady jeżeli:
− zostaną zidentyfikowane za pomocą czytelnego tatuażu z numerem lub mikroczipu zgodnego z wymaganiami normy ISO 11784 lub Aneksu A do normy ISO 11785 (w przypadku, gdy mikroczip nie spełnia wymagań żadnej z ww. norm, właściciel zwierzęcia lub osoba za nie odpowiedzialna w imieniu właściciela, musi zapewnić możliwość odczytania numeru mikroczipu podczas jakiejkolwiek kontroli, tzn. musi dysponować czytnikiem).
− zostaną zaszczepione przeciwko wściekliźnie, zgodnie z zaleceniami producenta szczepionki, przy użyciu szczepionki inaktywowanej, zawierającej przynajmniej jedną jednostkę antygenową na dawkę (standard WHO).
− zostaną poddane badaniu w kierunku efektywności szczepienia przeciwko wściekliźnie.
Badanie próbki krwi w celu określenia miana przeciwciał neutralizujących (badanie efektywności szczepienia przeciwko wściekliźnie) musi zostać wykonane w laboratorium zatwierdzonym na terenie Wspólnoty. Lista laboratoriów zatwierdzonych do przeprowadzania badań w kierunku efektywności szczepienia przeciwko wściekliźnie jest opublikowana w Decyzji Komisji 2004/693/WE z dnia 8 października 2004r. zmieniającej Decyzję 2004/233/WE w odniesieniu do listy laboratoriów zatwierdzonych do badania efektywności szczepienia przeciwko wściekliźnie u niektórych zwierząt mięsożernych. Zgodnie z art. 8 rozporządzenia 998/2003 badanie powinno zostać wykonane po upływie co najmniej 30 dni od daty szczepienia i na trzy miesiące przed przemieszczeniem zwierzęcia.
- zostaną zaopatrzone w świadectwo zdrowia, którego wzór zawarty jest w Decyzji Komisji z dnia 1 grudnia 2004r. Nr 2004/824/WE ustanawiającej wzorcowe świadectwo zdrowia dla przemieszczania o charakterze niehandlowym psów, kotów i fretek z państw trzecich do Wspólnoty.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz