czwartek, 9 września 2010

Şeker Bayramı

...czyli święto cukierków/ słodyczy, obchodzone w religii muzułmańskiej na zakończenie Ramadanu, okresu 30 dni postu od wschodu do zachodu słońca. Ramadan zależy od faz księżyca i wędruje po kalendarzu, co roku cofając się o ok. 12 dni. tak się złożyło, że w tym roku jego koniec przypada właśnie dziś. i od razu żałuję, że nie jesteśmy w Stambule, w którym na wielką skalę widać jego obchody. kiedy zobaczyłam zdjęcie pięknie oświetlonego Błękitnego Meczetu, ozdobionego tradycyjnymi życzeniami świątecznymi Sevelim Sevilelim (kochajmy, bądźmy kochanymi), w jednej minucie chciałam się znaleźć na Sultanahmet. usiąść na ławeczce, wypić herbatę i patrzeć przed siebie, chłonąc łapczywie to co dzieje się wokół mnie. codzienność, odświętność, tłumy czy pustkę, wszystko jedno, byle tam! Stambuł ma tak niesamowitą energię, która przyciąga mnie za każdym razem, kiedy tylko znajdę jakąś małą wzmiankę na jego temat.

http://en.wikipedia.org/wiki/Eid_ul-Fitr

post w Ramadanie oznacza, że po wschodzie słońca nie można nic jeść. co więcej nie można też pić! i nie chodzi tutaj jedynie o alkohol. nie pije się nawet wody. oczywiście osoby starsze, chore, kobiety w ciąży oraz dzieci są zwolnione z tych zakazów. podobnie jak nasz post, Ramadan ma na celu oczyszczenie, skupienie się na modlitwie, zwrócenie ku Bogu, to czas zadumy i wyciszenia. jest oczywiście znacznie bardziej restrykcyjny, trwa dłużej i wymaga większych wyrzeczeń. z upływem czasu jest też coraz mniej przestrzegany (chociaż zdecydowanie bardziej niż u nas). i temu akurat trudno się dziwić, skoro w tym roku przypadał w sierpniu, kiedy dni są długie i gorące. dla Turcji żyjącej w dużej mierze z turystyki to dodatkowo jeden z najbardziej pracowitych miesięcy w roku. więc jak tu nie pić? skąd brać energię na cały dzień? skoro przeciętny leniwy turysta, którego reprezentuję własną osobą, spędzający pół dnia na leżaku i moczący się w wodzie, zjada trzy posiłki dziennie!
jest jednak wciąż duża grupa ludzi, którzy przestrzegają pełnego postu oraz kolejna, która stara się jak może, podgryzając jedynie co nieco w ciągu dnia lub popijając jedynie wodę. a widać to szczególnie po zachodzie słońca, kiedy wszystkim zaczyna dopisywać humor, stają się bardziej rozmowni, żartują i spieszą się, żeby jak najszybciej zasiąść do wspólnej kolacji. w miastach zaczyna się wzmożony ruch na ulicach, zamykane są sklepy, a w małych knajpkach czasem trzeba poczekać chwilę na swoje danie, aż gospodarz zaspokoi pierwszy głód.

wracając do samego Şeker Bayramı... jest to trzydniowe święto narodowe, które z mojego punktu widzenia jest połączeniem gwiazdki, naszego święta zmarłych i Halloween. w tym czasie szkoły i urzędy państwowe są zamknięte, a ludzie odwiedzają się wzajemnie i życzą sobie Bayramınız kutlu olsun czyli szczęśliwych świąt. to moment, kiedy więcej czasu poświęca się na modlitwę, ubiera się odświętnie, często w rzeczy kupione specjalnie na tę okazję, odwiedza swoich najbliższych - rodzinny, znajomych i sąsiadów, ale również tych, którzy już odeszli, stąd skojarzenie ze świętem zmarłych, bo ogólnie w Turcji nie ma tradycji odwiedzania grobów. z tej okazji przy cmentarzach powstają wielkie trzydniowe bazary z kwiatami, wodą do podlewania roślin oraz modlitewnikami. w czsie Şeker Bayramı oddaje się również szczególny szcunek starszym poprzez ucałowanie ich prawej dłoni i przyłożenie jej do swojego czola podczas składania życzeń. przyjęło się również, że dzieci chodzą po okolicy, pukając do drzwi sąsiadów i składając im życzenia w zamian za słodycze - od tego nazwa święta. niestety teraz coraz częściej zamiast słodyczy dzieci dostają pieniądze... i nawet ci, którzy starają się tradycję cukierkową podtrzymać mają trudne zadanie, bo ciężko cukierkiem konkurować z pieniędzmi... dzieci nie czekają już z przejęciem na następny dzień, kiedy dostaną masę słodyczy, tak samo jak nie czekają na Mikołaja... i cały czar pryska... niestety nastały czasy zupełnie odległe od romantyzmu...
urzędy miejskie organizują zbiórki funduszy dla biednych przy okazji eventów takich jak koncerty, performance czy teatr cieni. dodatkowo przez te trzy dni bilety wstępu do wybranych muzeów są bezpłatne lub tańsze, a transport publiczny w Stambule darmowy. zakres zniżek leży w gestii gminy i jej wewnętrznych ustaleń.

w święto słodyczy trzeba było koniecznie zrobić nieco miejsca w brzuszku, a jeszcze lepiej spalić kilka kalorii, żeby potem nie dręczyły wyrzuty sumienia... i tutaj z pomocą przyszedł aqua aerobic, na którym ubawiłam się przednio, gdyż instruktor, poliglota, to wielce zabawny człowiek. a aerobik z nim był przyjemny niczym ten w wydaniu Harolda ;-)



i mogę powiedzieć tylko, że się opłaciło, bo na kolację, oprócz odświętnego wystroju, zaserwowali tłuścioszki!!! moje ukochane tłuścioszki, które odkryłam w Stambule! Halka Tatlısı. trochę w innej formie, bardziej przypominały pączuszki z dziurką, ale ten sam słodki smak syropu, chrupiąca skórka i miękki środek. a wszystko smażone w przepastnym tłuszczu... mniam! nie-mąż oczywiście wybrzydzał, że stambulskie lepsze itd... ale dla mnie to było idealne zakończenie święta słodyczy! niebo na przygębku!!!


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz