myślałam też sobie, że najbliższy rok trzeba będzie wgryźć się w ziemię i najlepiej przespać, przeczekać żeby zbyt dużych strat nie uczynić. ale dziś rano doznałam olśnienia, że po co to robić? wystarczy być uważnym i sprytnym i organizować sobie czas low-costowo. na przykład gotować wieczorami na cztery ręce, robiąc uniki przed łąpczywością paszcz kocich, żeby za oszczędności zjadać sobie w weekend rozpustne śniadanie z widokiem na MDM ;-) wymieniać bezużyteczne kupony na siłownię na wielce pożądane kupony do kina - szczęśliwie chudość jak na razie nam dopisuje, a nawet gdyby tygryski zaczęły grubnąć, to lepsze takie, a szczęśliwe niż odwrotnie. oraz spacery... dużo spacerów. bo to darmowy generator szczęśliwości. da się! trzeba tylko znaleźć właściwy punkt odniesienia...
www.haroldsplanet.com

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz